Jan Krzywdziński
Fot. Paweł Piotrowski

Horyzonty młodej humanistyki. Rozmowa z Janem Krzywdzińskim

O przełomowych studenckich przedsięwzięciach, o tym, jak wielka humanistyka wkracza w codzienność, oraz o tym, gdzie można zasięgnąć porady językowej, opowiada Jan Krzywdziński, doktorant w Instytucie Filologii Polskiej Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Wrocławskiego.

Maria Kozan: Jak wyglądają twoje dyżury w Poradni Językowej?

Jan Krzywdziński: Zdarza się, że gdy do poradni dzwonią ludzie i ja się przedstawiam „Jan Krzywdziński”, rozmówcy już nie wyłapują tego „Krzywdzińskiego”, skupiają się na imieniu „Jan” i myślą, że dalej jest „Miodek”, i chociaż chyba nie pasuje im ten tembr głosu, nie dyskutują. I faktycznie tak to jest, że pytający utożsamiają z Profesorem wszystkich nas pracujących w poradni. To jest bardzo ciekawa rzecz, bo przecież jesteśmy zespołem – pani doktor Marta Śleziak (najważniejsza osoba w poradni), pani doktor Karolina Bogacz-Kańka, no i ja. Wszyscy zawsze myślą, że dzwonią czy piszą do profesora Miodka… a my tylko kontynuujemy wspaniałe tradycje. I staramy się to robić jak najlepiej. Czasami ktoś poprosi, żebyśmy podpisywali książki czy organizowali wykłady, ale oczywiście nie tym zajmuje się poradnia!

MK: Czy dużo osób dzwoni do poradni?

JK: Kontaktuje się z nami bardzo wiele osób. Mamy trzy godzinne dyżury w tygodniu (godziny są podane na stronie Instytutu Filologii Polskiej) i w czasie dyżuru odbieramy od kilku do kilkunastu telefonów. Jednak większość pytań przychodzi drogą mejlową, ludzie piszą z wieloma problemami. I to nie jest tak, że to tylko takie szare, codzienne problemy! Niedawno odpowiadałem na pytania jednego z ministerstw – chodziło o językową interpretację pewnych pojęć, których zawiłość spowolniła ważny i sformalizowany proces. Czasem też telefonują osoby, które nie wiedzą, jak odmienić nazwisko. Odmiana nazwisk to stary, ale ciągle aktualny problem, więc próbujemy podpowiadać rozmówcom różne rozwiązania humanistyki cyfrowej, które pozwalają szybko rozwiać wątpliwości, jednak zainteresowani wolą zadzwonić, upewnić się, porozmawiać. Czasem to kwestia nazw miejscowych, nazwisk czy imion, lecz pojawiają się też pytania dotyczące wyrycia na nagrobku skrótu wyrażenia „świętej pamięci” – niestety na cmentarzach spotykamy się z wieloma błędnymi zapisami… Poprawną wersją jest zapis bez kropki po ś, ale po całym śp., chyba że coś będzie dzieliło obie litery, czyli będzie np. ś i kropka, jakiś krzyżyk czy liść palmowy, i p z kropką. Wtedy faktycznie po ś pojawi się kropka! Problemów jest wiele, a do każdego pytania podchodzimy z uwagą. Za każdym razem ten człowiek naprawdę dzwoni z problemem. I chociaż może się wydawać, że przecież to tylko drobiazgi… dla pytających to jest ważne, potrzebują odpowiedzi. I tak humanistyka odnajduje się w codzienności.

MK: Ciekawe, że do poradni dzwonią nawet przedstawiciele ministerstw… Dzwonią do Wrocławia aż z Warszawy, a przecież w Warszawie znajduje się mnóstwo poradni językowych, rad – mogą się zwrócić chociażby do Rady Języka Polskiego itp.

JK: Ale naszym atutem jest osoba pana profesora Jana Miodka! A także wieloletnia tradycja i doświadczenie. Czasami zdarzają się takie pomyłki, że ktoś chciał zadzwonić do Gdańska czy do Warszawy, a dzwoni do Wrocławia…

MK: Wspominałeś, że otrzymujecie mnóstwo zapytań mejlowych. Jak radzicie sobie z odpowiadaniem na nie, czy robicie to w dniach dyżurnych poradni czy też poza godzinami? Czy macie stałe zasady, których się trzymacie, czy jesteście elastyczni?

JK: Nie da się trzymać tylko sztywnego podziału czasowego, ponieważ bardzo często jest tak, że całą godzinę poświęcamy właśnie na rozmowę, a mejle spływają. I to w znacznych ilościach. Dlatego sukcesywnie staramy się odpowiadać. Przy okazji przepraszam wszystkich państwa, bo czasem na mejl z poradą trzeba poczekać trochę dłużej, ale gwarantuję, że odpowiemy na wszystkie wiadomości. Momentami jest ich po prostu tak dużo, że nie wystarcza nam mocy przerobowych. Poza poradnią mamy obowiązki naukowe i dydaktyczne.

MK: Czym są Kuluary? Czym się zajmujecie?

JK: Kuluary. Prace o języku i literaturze to publikacja, która miała swoją premierę pod koniec listopada. Warto zapamiętać tę nazwę, ponieważ to dopiero początek wspaniałego przedsięwzięcia (publikacja w wolnym dostępie do pobrania ze strony Wydawnictwa Quaestio).

MK: Ale poniekąd kontynuacja przeszłości, prawda?

JK: Tak, to kontynuacja wielu projektów podejmowanych przez Studenckie Koło Naukowe Językoznawców.

MK: Czy w tym zespole działają zarówno studenci, jak i doktoranci?

JK: Samo koło jest studenckie, ale ściśle współpracuje z doktorantami, których wiedza i doświadczenie są dla nas ważne. Chodzi o to, żeby współpracować, ale też dyskutować. Poza tym – co najważniejsze – stworzyć przestrzeń, w której możemy dać wielu młodym badaczom szansę na rozwój i na zaistnienie.

MK: Czy tylko badaczom Wydziału Filologicznego?

JK: Ależ nie! Zapraszamy do publikacji wszystkich, którzy zajmują się szeroko rozumianą humanistyką, więc wystarczy wskazać związek z językiem, z literaturą czy z kulturą. Zapraszamy też tych przedstawicieli nauk ścisłych, których badania, praca czy metody mogą znaleźć zastosowanie we współczesnych badaniach humanistycznych. Razem z zespołem redakcyjnym i naszymi kołowiczami wychodzimy z założenia, że nie da się badać dzisiaj wielu zjawisk bez szerszej perspektywy. Myślę, że warto tutaj odwołać się choćby do pojęcia dyskursu, który należy badać całościowo, holistycznie – socjologicznie, psychologicznie, historycznie, językoznawczo i literaturoznawczo. I to oczywiście nie są wszystkie dyscypliny! Musimy współpracować, żeby dojść do jakichś konstruktywnych wniosków. I takie są Kuluary. Zależy nam na tym, żeby z jednej strony była to forma w miarę dostępna dla wszystkich, ale z drugiej bardzo wymagająca. Jako redakcja sugerujemy wiele poprawek… Mamy wysoki wskaźnik odrzuceń. Jest tak, ponieważ to, że ktoś wyśle nam tekst, nie znaczy, że zostanie on przyjęty. Każdy tekst jest wnikliwie czytany przez redaktorów, następnie przechodzi proces tak zwanej ślepej recenzji, a później są kolejne czytania – już po poprawkach autorskich – gdy artykuł znów trafia do redaktorów i korektorów. Zależy nam na wydawaniu prac spełniających wysokie wymagania metodologiczne, dopracowanych, ciekawych poznawczo.

MK: A kto może się zgłosić do Kuluarów? Czy tylko studenci i doktoranci Uniwersytetu Wrocławskiego, czy może ktoś jeszcze?

JK: Może się zgłosić dosłownie każdy. Zależy nam na współpracy wszystkich ośrodków akademickich i w Polsce, i poza granicami kraju. Przecież nauka nie zna granic. I nie muszą to być tylko studenci czy doktoranci. Jeśli jest osoba, która prowadzi badania naukowe czy fascynuje się jakimś tematem, zna aparat naukowy, metodologię i przygotuje dobry tekst, to może go przesłać do Kuluarów. Zależy nam na tym, żeby każdy z nas znalazł miejsce, w którym będzie mógł wypowiedzieć się na temat tego, czym się zajmuje, o czym myśli, co bada.

MK: Czy przyjmujecie teksty poświęcone wyłącznie językowi polskiemu?

JK: Nie! Dostaliśmy już teksty odnoszące się do języka angielskiego, fińskiego, czeskiego, francuskiego, hebrajskiego, starogreckiego… więc można powiedzieć The sky is the limit! Na razie językiem publikacji jest język polski. Jak będzie w przyszłości? Nie wiem. Mogę tylko powiedzieć, że zależy mi na tym, by Kuluary się rozwijały w wielu aspektach. Oczywiście wszystko zależy od naszych możliwości, ale też od osób, które teksty do Kuluarów będą przysyłały.

MK: Niedawno opublikowaliście pierwszy zeszyt Kuluarów z sześcioma bardzo różnymi tematycznie, ale jednocześnie niezwykle ciekawymi tekstami. Pojawia się tam również twój tekst o początkach epidemii w nagłówkach prasowych, w którym skupiasz się na leksyce, poetyce i nacechowaniu. Piszesz też o etymologii słowa „zaraza”, jak ono było definiowane i używane na przestrzeni wieków. Dlaczego podjąłeś się akurat tego tematu?

JK: Tak, to prawda, poświęciłem uwagę i zarazie, i nagłówkom. Stało się tak przede wszystkim dlatego, że przez kilka lat zajmowałem się badaniem nagłówków prasowych. Pracę rozpocząłem pod opieką pani profesor Ireny Kamińskiej-Szmaj. Interesują mnie nagłówki, ponieważ – jak stwierdziła pani profesor Bożena Ostromęcka-Frączak – przypominają okno wystawowe. Często pokazują nam emocje nadawcy, system jego wartości, mają naświetlić odbiorcom, co kryje się w tekście. Nagłówek dostarcza wielu informacji, ale ma też być pociągający, ciekawy. W sytuacji pandemicznej prasa musiała relacjonować bardzo trudną rzeczywistość, która dotykała nas wszystkich – to wszystko znalazło odzwierciedlenie w stylu nagłówków prasowych. Teraz też mamy trudną sytuację wojenną. Mamy nagłówki, które jednak nie są tak ostre… może dlatego, że wojna toczy się blisko, ale poza naszą granicą.

MK: Chociaż myślę, że trochę to się zmieniło w momencie, kiedy rakiety spadły na polską stronę.

JK: Tak, to prawda. Język wyraża nasze emocje, dlatego też – chociaż może wydawać się bytem skostniałym – momentami będzie on bardzo elastyczny i mimo wszystko, tam, gdzie faktycznie jest taka potrzeba, będzie się zmieniał. Podobnie dzieje się z nacechowaniem tekstów prasowych. I faktycznie tak to działało w czasie pandemii: szybko pojawiały się momenty przełomowe. Na początku COVID to był temat bagatelizowany – przecież wirus był gdzieś daleko, jednak później pojawił się u nas. Retoryka i narracja zupełnie się zmieniły. Później trzeba było relacjonować śmierć, problemy, katastrofę i właśnie takie trudne nastroje katastrofistyczne pojawiły się w nagłówkach… Z tym że trwało to kilka miesięcy, bo później niestety sytuacja wróciła do normy. Mówię „niestety”, ponieważ poziom polskiego dyskursu i prasowego, i politycznego plasuje się na niskim poziomie, pozostawia wiele do życzenia. Materiał, który udało mi się zebrać z czterech periodyków, faktycznie pozwoli choć trochę zrekonstruować nastroje społeczne i myśli towarzyszące uczestnikom dyskursu, w tym przypadku wielu obywatelom. Przyglądanie się temu materiałowi pozwala nam opisać wydarzenia, które stały się naszym udziałem, a ponadto pozwala zrekonstruować tendencje społeczne. Nagłówki są więc bardzo ciekawym tematem badawczym, dostarczającym nam wiedzy o świecie.

MK: Nie da się ukryć, że temat pandemii rzeczywiście odszedł do lamusa. Na jakiej zasadzie gromadzisz dane?

JK: Temat odszedł, ale czasami wraca w zależności od miejsca i czasu. Raczej nie dostosowuję materiału do tematu. Działam tak, że zbieram nagłówki z różnych miejsc, konsekwentnie. Poszerzam zbiór tych nagłówków, którymi dysponuję. Później materiał opracowuję i obrabiam przy pomocy Korpusomatu – jednego z cennych narzędzi humanistyki cyfrowej, które znacząco ułatwiają podjęcie analizy ilościowej, ale pozwala wyciągać wnioski pomocne przy analizach jakościowych. Działam zatem na takiej zasadzie, że zbieram materiał. Sytuacja covidowa była niespotykana i niecodzienna, taka była rzeczywistość. I gdy po czasie przeczytałem te nagłówki, pomyślałem, że temat jest ciekawy i warto go podjąć, warto to odnotować.

MK: A co robisz teraz? Czy kontynuujesz badania nagłówków prasowych?

JK: Teraz zajmuję się badaniem eufemizmów. Sięgnę trochę dalej niż do ostatnich kilku lat, ponieważ będę zajmował się PRL-em – i to już nie będą tylko nagłówki, ale w ogóle teksty prasowe. Chciałbym zobaczyć, jak niektóre dziedziny życia były eufemizowane. Eufemizacja to zastępowanie pewnych objętych tabu wyrażeń czy tematów przez sformułowania łagodniejsze, to gra pomiędzy nadawcą a odbiorcą. Obie strony wiedzą o tej konwencji, znają kod komunikacyjny, przyjmują strategie eufemizacyjne. Wszystko to, jak wierzę, pozwala nauce dostarczyć informacje o tym, jak kształtują się pewne tendencje i zjawiska społeczne, co jest istotne choćby dla badań socjologicznych czy prawnych.

MK: Czy te badania są związane z twoją pracą doktorską?

JK: Zupełnym zbiegiem okoliczności tak. Tak się złożyło, że obszary badawcze się w tym przypadku pokrywają.

MK: Wracając do Kuluarów. Jak już wspomniałeś, jest to jedna z inicjatyw Studenckiego Koła Naukowego Językoznawców. Co jeszcze robicie w ramach waszej działalności i przy okazji jak długo już istniejecie?

JK: Jeszcze tylko dodam, że nabór do Kuluarów prowadzony jest całorocznie, zgłoszenia można wysyłać na adres mejlowy: sknj@uwr.edu.pl. Jeśli ktoś ma wątpliwości, udzielimy wszystkich informacji. Warto również wspomnieć, że Kuluary to efekt ciężkiej pracy wielu osób. Bardzo serdecznie im wszystkim za to dziękuję. Wznowienie publikacji zeszytów studenckich to powrót do czasów minionych. Koło sięga do ważnych tradycji, ale też dawnych! W przyszłym roku będzie obchodzić 65-lecie istnienia. Poza publikacją koło podejmuje wiele inicjatyw i współpracuje z różnymi ośrodkami akademickimi – z Toruniem, z Poznaniem, ze Szczecinem, z Lublinem.Co roku organizujemy dwie konferencje naukowe – Wrocławskie Kolokwium Polonistyczne i Problemy i zadania współczesnego językoznawstwa. Ta druga odbywa się w Stacji Ekologicznej „Storczyk” w Karpaczu, w przyszłym roku przypadnie na ostatni weekend przed Świętami Wielkanocnymi. Poza tym prowadzimy prace naukowe. W tym roku badaliśmy materiały w archiwach Pontificium Institutum Studiorum Ecclesiasticorum w Rzymie [Papieski Instytut Studiów Kościelnych – przyp. red.]. Zajmowaliśmy się między innymi dokumentami pozostałymi po Ambasadzie II Rzeczypospolitej przy Stolicy Apostolskiej. Okazało się, że jest to wyjątkowo cenny materiał badawczy. To wszystko – i praca z archiwaliami, i praca w różnych miejscach w Polsce i poza granicami – ma pokazywać bogactwo naukowego świata, poszerzać horyzonty, dawać szansę na rozwój. Wierzę, że – nieważne gdzie, czy we Wrocławiu, czy w Rzymie – że zwyczajnie faktycznie nam to wychodzi.

MK: Dziękuję za rozmowę.

Projekt „Zintegrowany Program Rozwoju Uniwersytetu Wrocławskiego 2018-2022” współfinansowany ze środków Unii Europejskiej z Europejskiego Funduszu Społecznego

logo Fundusze Europejskie
flaga Rzeczypospolitej Polski
logo Unii Europejskiej - europejski fundusz społeczny
NEWSLETTER
E-mail
Polityka cookies i prywatności

Strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celu niezbędnym do prawidłowego działania serwisu, dostosowania strony do indywidualnych preferencji użytkownika oraz statystyk. Wyłączenie zapisywania plików cookies jest możliwe w ustawieniach każdej przeglądarki internetowej, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. Jeżeli nie wyrażasz zgody na zapisywanie informacji w plikach cookies należy opuścić stronę.

Return